Biografia Olimpii Kozińskiej

Niewyjaśnione 60g

Powitała świat wczesnym rankiem dwunastego kwietnia. Podczas, gdy cała przyroda rozbudzała się do życia - ona pojawiła się na świecie. Pierwsza córka i pierwsze niespodzianki, które pojawiły się już w szpitalu.

Do dziś niewiadomo jakim sposobem ważąc po urodzeniu 2kg i 560g, po wyjściu ze szpitala schudła (czy raczej straciła) owe 60g! Była dość niesfornym niemowlakiem, bo każda próba włożenia jej "smoka" do buzi kończyła się jego wypluciem (i opluciem wkładającego!). Od początku ujawniała się w tej kruszynie chęć walki, bo choć była typowym niejadkiem, to stale ćwiczyła gryzienie na swoim starszym bracie.

Gdy stuknął jej 10 miesiąc postawiła pierwsze kroki i od tej chwili mogła poznawać świat z zupełnie innej perspektywy. Zawsze była energiczna, jako dorastająca dziewczyna lubiła ruch i jazdę na rowerze, którego nie odstępowała (niestety upadki i pojawiające się potem siniaki nie odstępowały jej!). "Przywiązanie" do swojego brata ujawniała także później. Kiedy zobaczyła pewnego dnia, że jej brat jest otoczony grupą dokuczających mu rówieśników - od razu ruszyła z pomocą i rozprawiła się z bladymi z wrażenia chłopcami.


Wysokie obcasy

Potem przyszła kolej na coś bardziej dorosłego - noszenie butów na wysokim obcasie. Nieważne w jakim były kolorze ani, że rozmiar był o wiele za duży - najważniejsze, żeby obcasy były dość wysokie i wydawały odpowiedni odgłos podczas chodzenia (oraz, aby mama nie zorientowała się, że zniknęły jej buty).

Mniej więcej w okresie szkoły podstawowej, zaszły w niej dwie istotne zmiany - z niebieskookiej Olimpii stała się zielonooką Olą. I chociaż "Ola" nijak ma się do imienia "Olimpia", to owe trzyliterowe imię wszystkim przypadło do gustu. Wszystko za sprawą wychowawczyni ze wspomnianej podstawówki, która na pewnej lekcji - pewnie doznając czegoś w rodzaju olśnienia - zwróciła się do swojej uczennicy Olimpii vel "Ola" (a tyle było kłopotu, żeby zarejestrować imię Olimpia w urzędzie!).

Zawsze była stanowcza i stawiała na swoim. Nauczycielka i sprzedawczyni to ulubione role, w które wcielała się podczas zabaw z jej młodszą siostrą. I chociaż każda zabawa zaczynała się jej zapewnieniem: "najpierw ja będę nauczycielką, a potem ty", to zmiany nigdy nie było.


Artystyczne pomysły

Przełom szkoły podstawowej i średniej to okres, podczas którego powstawały jej prace przeznaczone głównie na organizowane w szkole konkursy plastyczne. Oprócz farb, z których korzystała najczęściej z czasem w "ekwipunku malarza" pojawiły się inne malarskie materiały. W końcu przyszedł też czas na kupno małej sztalugi. Duzą i profesjonalną otrzymała w prezencie od wujka.

Dodatkowe umiejętności i doświadczenie przyniósł jej w szkole średniej zawód dekoratora wnętrz. Kolejne lata zostały wypełnione nauką w liceum wieczorowym i niedawno skończonym kursem bukieciarstawa, który stał się "biletem wstępu" do pracy w kwiaciarni. To kolejne miejsce, gdzie realizują się jej artystyczne pomysły.


Piąte koło, piąty bieg!

Rysunek i malarstwo, to nie jedyne zainteresowania Oli, lubi taniec i (co rzadko dziś spotykane) pisanie listów. Mel Gibson to jej ulubiony aktor (chyba dlatego, że nie jest blondynem, bo tych Ola nie znosi!) za to na widok Leona Niemczyka dostaje dreszczy!

Nienajgorzej sprawdza się również w kuchni - przygotowanie filetów z kurczaka zalicza się do jej specjałów. Poza tym Ola to fanatyczka ciasta z jabłkami, które może piec codziennie (biedna jej rodzina...). Jest także łasuchem - biszkopty, bezy, herbatniki, baton MilkyWay - za to gotowa jest oddać wszystko! Nie znosi rodzynek, sezamu i kokosu.

Co najbardziej ceni u ludzi?
Z całą pewnością prawdomówność, uczciwość, ważne jest też poczucie humoru (którego zresztą jej samej nie brakuje).

Plany na przyszłość?
Kupno samochodu terenowego, koniecznie z "piątym" kołem umieszczonym na tylnej klapie. Jeśli więc kiedyś śmignie Wam przed oczami Jeep z zielonooką kobietą za kierownicą - to prawdopodobnie spotkaliście Olimpię.


Tekst: Karolina Kozińska